aktualności o nas flota rezerwacje kursy galeria kontakt
”Żeglowanie … sport przestrzenny uprawiany dla własnej sprawności fizycznej, dla godziwego spędzania wolnego czasu, dla odnowienia sił po pracy zawodowej, poznania piękna jezior, rzek i mórz.” Włodzimierz Głowacki - Wspaniały Świat Żeglarstwa 65 lat KS Polonez! ŻEGLARSKI KLUB SPORTOWY POLONEZ - Witamy na oficjalnej stornie Klubu!

Strona główna > Aktualności

Aktualności zdjęcie

Zdjęcie aktualności"Od dłuższego czasu utrzymywał się stan niepewności. Co przyniesie jutro? Czy zdążę? Ile czasu będę potrzebował żeby wszystko pozałatwiać. Dzwoni telefon. Bartek mówi że zdążę! Uff .. od czego ma się kolegów. Czasem tak jest, że jak sam nie wiesz to ktoś musi ci to powiedzieć. Uwierzyłem. Zdążyłem. Miał rację.
Odprawa sterników o godz. 1100 a ja już o 1000 melduję się w Nieporęcie. Łódka już stoi. W porcie atmosfera jaką lubię. Dzieci latają wokół swoich optymistów, taklują, dyskutują, wodują, wychodzą w „morze”. Uśmiechnięci znajomi życzliwie wypominają jak dawno się nie widzieliśmy, coś tam wspominają o żeglowaniu. Z takimi to nawet fajnie się przegrywa regaty, pomyślałem. Rzeczywistość pokazała jednak że nie było im tak łatwo ale nie uprzedzajmy faktów.
Przygotowałem łódkę, przyszedł sternik i prawie wszystko pozmieniał. No tak, pomyślałem … nic nie jest takim jak się wydaje. Sternik zawadiacko obtarł nos, bo był przeziębiony a ja sobie niepewnie pomyślałem o „koronie” ale przecież nie takich nagród należało się spodziewać w tych zawodach. I dobrze!
To co, wypływamy? Tubalnie zaordynował Bartek. Tak jest Panie Sterniku! Odrzekłem, całkowicie poddając się jego decyzjom. Moje myśli nie zmącone niczym jak tafla wody, gładka jak stół nie dotknięta żadnym podmuchem … w tym momencie poczułem lekki uderzenie w plecy.
- Co się stało? - Mocno zdziwiony zbystrzałem otwierając szeroko oczy.
- No nareszcie! Powiedział Bartek. Usnąłeś i nie mogę cię obudzić. Stawiamy żagle!
- Ppo co? Pomyślałem. Przecież … o cholera! Jest wiatr i to nawet sporo .. przynajmniej w porównaniu z moim snem….
Warunki były optymalne. I dla mnie i dla łódki. Sprawnie postawiliśmy żagle i dotarliśmy w okolice łodzi startowej. Bartek coś tam wykrzykiwał i już do końca soboty nie dał mi usnąć. Zrobiliśmy dwa zwroty przez sztag i flaga poszła w górę. Odliczyliśmy pięć minut i wystartowaliśmy. Całkiem nieźle. Po kolejnych kilku zwrotach okazało się że jest naprawdę dobrze. Ba! Lepiej być nie może, jesteśmy na pierwszym miejscu. Ten wyścig wygraliśmy! Z radością przybiliśmy piątki (obyczaj karze łódkę posprzątać, więc ślady gwoździ zatarliśmy po regatach, nie szukajcie zatem dowodów zbrodni).
Na rurze zwanej spinaker bom odtańczyłem taniec zwycięstwa. Bezczelnie pomyślałem cytując w myślach Juliusza Cesara! Ha! Oto jestem! Ja, wielki szotman, szybkobiegacz pokładowy, załogant co się zowie…
Siad na dupę! Usłyszałem zza pleców. To Bartek, zawodowy sternik co z nie jednej zenzy pił wodę, ostudził moje emocje. To dopiero pierwszy wyścig a nie całe zawody! Zaraz start do drugiego biegu.
Flaga w górę. Start! Płyniemy oglądając rufy konkurentów. Szybkie zwroty na nic się zdały bo pozostali robili je lepiej lub wybrali lepszą część akwenu. Szczęśliwie kończymy na 3 miejscu o włos od drugiego. Nie wiem czyj to włos bo różne bywają co różnicuje odległość. Na potrzeby dramaturgii przyjmijmy, że było blisko.
Gorąco! Ale wrześniowo. Przyjemna bryza smaga twarze, spod okularów padają romantyczne spojrzenia z ukrycia bo przecież to nie męskie. Można się zatracić w takiej rzeczywistości…
Bum!
Znów Bartek motywującym ciosem w plecy wyrywa mnie do dalszego działania.
Zrywam się i chcę lecieć na dziób.. Gdzie?! woła nieco zirytowany. Nie teraz! Znów chcesz tańczyć na rurze?! poczekaj na sukces chociaż, zatrzymuje mnie w kokpicie tuż przed startem. Bartek zna moje przeogromne uwielbienie to tej smukłej srebrnej żerdzi, z którą każdy chciałby móc obcować a to ja dostałem ten zaszczyt być może trącający nawet o dwuznaczność o czym zapewne wiedzą stali i okazjonalni bywalcy klubów nocnych…
Start, bieganie z burty na burtę, z dziobu na rufę i odwrotnie dają nam kolejne 3 miejsce. Zaszczytne być może gdyby nie fakt ze startują 4 łódki. Niech każdy czyta jak chce. Od przodu….od tyłu. Pełna dowolność. Veni.... VIdi .… jeszcze nie!
Przerwa na przestawienie boi. Sędzia Marek zauważył że wiatr raczej rzadko wieje tak samo. Zwłaszcza słaby.
Przestawienie boi nie przestawiło naszego myślenia. Dalej skoncentrowani, coraz lepiej zgrani – to moje pierwsze regaty, ostatnio pływałem prawie rok temu! Walka i dobra żegluga, satysfakcja z podejmowanych decyzji i ich realizacji wnosi uśmiech na nasze twarze. Nie przekłada się to na wynik. Kolejne 3 miejsce ustawia nas na tymże miejscu w całych regatach po pierwszym dniu.
Spadamy do portu, głodni i zmęczeni. Zapach grilla przygotowywanego przez Andrzeja Kędera zwala z nóg. Niektórzy będą trwali w tym stanie być może aż do rana… tylko dwa wyścigi zaplanowane na niedziele. Można wszystko!
Teraz ta lepsza część regat. Stabilnie, nie wieje, nie ma przechyłów. Mój ulubiony spinaker bom leży na swoim miejscu i spogląda na mnie z wyrzutem. Czuję, że może się nawet trochę obraził, że nie wykazuję zainteresowania… za to towarzystwo płynie … opowieści bardziej lub mniej morskie, czasem stężone innym razem ROZWÓDNIONE.
I tu dochodzimy do senda! Zawody organizowane przez Grześka zwanego Guzikiem. Pełen profesjonalizm na wodzie i na lądzie. Podpatrywałem jak działają na pokładzie, podsłuchiwałem co o nim mówią, przyglądałem się jak pilnuje porządku tak na wodzie jak i w porcie. Jednak najlepsze zachował niemal na sam koniec … ROZDAWAŁ GRZEŚKI, tak te batony. Jako deklaratywny wielbiciel słodkiego (czy już wspominałem o tańcu na spinaker bomie – żeby nie było że na rurze) zostałem tym pokonany w każdej przestrzeni. Jeśli mowa jest srebrem a milczenie złotem to czymże jest dzielenie się sobą! Z wielką powaga i satysfakcją przyjąłem Grześka od Grześka. Aby go zachować, tzn. nie zjeść, oddałem Bartkowi żeby miał dla dzieci. Niech się młodzież uczy żeglarstwa!
Batony do mnie wróciły następnego dnia 😊
DZIEŃ DRUGI
Gorączkowo sprawdzam prognozę. Miało wiać wściekle ale nie...zmieniło się. Nie jest tak strasznie. Sprawdzam na innym portalu i jeszcze innym...potwierdza się. Może przeżyję.
Wychodzimy na wodę. Wieje. Bartek prosi by go pilnować..
- Co? Nie do końca rozumiem. Ja jego? Przecież to jego setne regaty w tym miesiącu! Ale tak! Potwierdza. Mam mu przypominać że po zwrocie siada się na nawietrzenej. Jasna cholera. Zdaje się że takie rzeczy to na kursie mówili. Ale regaty to nie kurs, myśle sobie. Nie jestem nowicjuszem. No dobra, skoro chce to go pogonie. Ha! Odwdzięczę się za wczoraj jak mnie bez sensu ganiał do roboty. Ręce, nogi i język od gadania bolały po wczorajszym dniu okropnie…
Przed startem kilka szkwałów przypomniało nam o co tu chodzi.. Trzeba było trzymać łódkę. Nawet brzuch mnie rozbolał od balastowania. Co za sport?! A obok motorówki stabilnie pływają, nic się nie przychyla a panienki prężą się jak koty do skoku na swych macho, dumnych właścicieli jachtów motorowych i super mocnym sprzętem grającym. Musi być słychać gdzie tak pięknie gra taneczna i rytmiczna muzyka, taka co to na każdym weselu i w każdej szerokości geograficznej znaczy to samo...prostota!
I znów cios sternika przywołał mnie do regat. Gdzie się gapisz? Startujemy!
Pojechał zupełnie gdzie indziej niż wszyscy. Trochę się zdziwiłem ale nie ja tu jestem sternikiem. 15..10...7..5..3..2..1 start wrzeszczę! Okazało się, że był super plan. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie wiatr zgrywus, który właśnie teraz postanowił zrobić sobie przerwę na lunch. Trochę wcześnie ale kto mu zabroni! Wobec tego wszyscy pojechali a my nie…
I ten start ustawił calu wyścig. Próbowaliśmy oczywiście dzielnie walczyć ale nie daliśmy rady. Była szansa ale ostatecznie zajęliśmy ostatnie miejsce w tym wyścigu. Ech! Życie…
Ostatni wyścig, czyli wszystko albo nic. Odliczam.. Start! Pięknie wszystko się ułożyło. Nawet spinaker bom na drugim boku bo po ostatniej nocy, kiedy pojechałem bez niego do domu strzelił focha. Udało mi się to zignorować i nawet dał się udobruchać. Wpinał się w foka jak trzeba i ani razu nie zrobił mi na złość…
Po zwrocie wydawało się że jesteśmy na laylinie. Odkrętka! Znowu pech? Nie! Odkrętka w dobra stronę! Wejdziemy na boję na pierwszej pozycji! Tak też było! Na drugim kółku sytuację się powtórzyła i wyszliśmy ze sporą przewaga na ostatnią prostą! A trasa tego dnia inna była niż wczoraj. Dziś meta z wiatrem. I co poradzisz? Zapinasz turbo, zamykasz oczy i pierwsza prędkością kosmiczna mkniesz na metę. Walczyli, atakowali z tyłu ale nie dali rady. Ten wyścig od początku do końca był nasz!!
Wygraliśmy dwa wyścigi. W pozostałych zajmowaliśmy dalsze miejsca ale walka była cały czas. Były super halsy, szybkie działanie przy zwrotach na bojach. Skupienie, taktyka, obserwacja, koncentracja. Można bez wstydu jechać na kolejne regaty.
Dziękuję Bartkowi że mnie wziął na pokład, że podczas wybudzania mnie zatrzymywał rękę tuż przed ciosem żebym mógł to przeżyć. Nie obiecuję że przed kolejnymi regatami się wyśpię. Postaram się jednak tak ustawiać na pokładzie by dyscyplinująca ręka sternika mnie nie dosięgła.
Z dziobowego pokładu meldował Grześ"

*Dzięki uprzejmości Grzegorza Penkali

Symbol       Facebook       Symbol

Symbol Aktualności       Aktualności       Symbol Aktualności

Regaty nowy termin

Zawiadomienie o treningu regat...

Zakończenie sezonu biesiada że...

Veni Vidi Vici? Czyli mieć Grz...

Załogi Poloneza w jesiennym cy...

Walne zebranie sprawozdawcze...

Użytkowanie jachtów w warunkac...

Walne Zebranie ŻKS Polonez ...

Mistrzostwa Świata Bojerów kla...

Żeglarstwo lodowe

Zobacz wszystkie aktualności »

Design: Piotr Kojtek | Kodowanie html i cms: Kalais Studios